Kilkaset słów o myśleniu

Dlaczego przysłowia i powiedzenia mają tak wielką moc przekonywania? Jedni ludzie zamykają drugim usta, cytując różne mądrości ludowe, traktując je jako argumenty ostateczne, z którymi się nie dyskutuje. Nikt ich nie kwestionuje, nikt nad nimi nie rozmyśla, ot są, objawione przez starszych i mądrzejszych (co niektórzy traktują jak synonimy!), zastępując zdolność do samodzielnego rozumowania. Nie wiecie, jak odeprzeć jakiś argument? Poszukajcie przysłowia, które pasuje do Waszej hipotezy, rzućcie mu nim w twarz i rozkoszujcie się widokiem Waszego zmasakrowanego przeciwnika, który ucieka z podkulonym ogonem zgaszony jak pet. Widocznie nie znał tylu mądrych powiedzonek, co Wy.

Weźmy mój ulubiony przykład. Ja mówię, że istnieją liczby nieparzyste podzielne przez 10.  Wy mówicie, że nie, bo przecież każda liczba, która dzieli się n, dzieli się także przez dzielniki liczby n. Jest nawet taka reguła, która mówi, że gdy ostatnią cyfrą liczby jest 0 lub cyfra parzysta, to sama liczba również jest parzysta. No to ja Wam na to triumfalnie:

Wyjątek potwierdza regułę.

Skoro regułą jest, że liczby podzielne przez 10 są także podzielne przez 2, to od tej reguły muszą istnieć wyjątki. Szach mat, wygrałem! Ale nie smućcie się, bo jeszcze wiele rzeczy jest do ustalenia, ale one wykraczają poza moje rozumowanie, więc może uda Wam się mi w tym pomóc.

Otóż np. ile wyjątków może mieć dana reguła, żeby pozostać regułą? Z pewnością jeśli jest więcej wyjątków niż przykładów potwierdzających to to już nie jest reguła. Może twierdzenie przeciwne jest wówczas regułą? Rozważmy to w procentach. Przyjmijmy, że 50%-50% oznacza, że nie ma żadnej reguły, ale może już stosunek 51%-49% oznacza regułę? Jeśli jeszcze nie, to od jakich proporcji możemy już mówić o regule? A może nie liczą się proporcje lub procenty? No tak, w końcu przysłowie mówi o wyjątku w liczbie pojedynczej. Czyli do każdej reguły musi być dokładnie jeden wyjątek? Tyle pytań, i żadnych odpowiedzi. Tak czy inaczej powinniśmy chyba przestać nauczać w szkołach Twierdzenia Pitagorasa. Nikt nie znalazł jeszcze trójkąta prostokątnego, w którym suma kwadratów długości boków przyprostokątnych byłaby różna od kwadratu długości boku przeciwprostokątnego, co oznacza, że nauczamy dzieci jakiejś niepotwierdzonej reguły!

Oczywiście nikt nie weźmie moich rozważań serio, ale przecież rozumowanie nie jest niepoprawne. To oznacza, że złe jest samo założenie, czyli nasze przysłowie. Przysłowie, albo przynajmniej jego interpretacja. Przez pewien okres swojego życia, zachłyśnięty nowo odkrytą wiedzą, że przysłowia nie są prawdami absolutnymi, popełniałem notorycznie błąd polegający na nieuwzględnianiu kontekstu. To nie przysłowia są złe (a przynajmniej nie wszystkie), lecz sposób, w jaki je często interpretujemy. Powtarzane z pokolenia na pokolenie stają się ofiarami czegoś, co przypomina zabawę w głuchy telefon, jednak w tym przypadku to nie tylko same słowa są zniekształcane, ale także ich znaczenie. Natrafiłem na taką oto stronkę. Możemy na niej przeczytać oryginalne stwierdzenie:

Jeżeli coś jest zabronione w drodze wyjątku, to oczywiście jest dozwolone tam, gdzie wyjątek nie zachodzi.

Ma już więcej sensu prawda? To jest mankament większości przysłów: są zbyt skompresowane, przez co nie można ich interpretować dosłownie. Trzeba dołożyć kontekst. Poznajmy go więc:
„Przypuszczalnie pierwsze sformułowanie zasady wyrażonej później w formule: wyjątek potwierdza regułę. Korneliusz Balbo nie był Rzymianinem z urodzenia, lecz otrzymał obywatelstwo rzymskie. Tę decyzję zaskarżono, argumentując, że istnieją umowy zabraniające nadawania obywatelstwa członkom niektórych plemion. Jednak Balbo nie należał do żadnego z tych plemion, więc Cyceron dowodził, że skoro prawo dokładnie ustala wyjątki, kiedy coś jest zabronione, to wynika z tego właśnie, że w przypadkach nie objętych tymi wyjątkami jest to dozwolone.”

I tak jest prawie zawsze. Ktoś powie coś mądrego, drugi to skróci, trzeci pominie kontekst, a czwarty będzie traktować powiedzonko nie mające wiele wspólnego z pierwowzorem wciąż jako coś mądrego. Często nie jest to wina tego, że ludzie coś skracają, bo wiele przysłów powstało od razu w formie skróconej. Kominek popełnił kiedyś taki oto post. Sami sobie poćwiczcie: większość tych powiedzeń tak naprawdę da się obronić, rozpatrując je w odpowiednim kontekście.

Cały problem nie sprowadza oczywiście tylko do przysłów. Jest to skutek znacznie większego problemu: ludzkiej głupoty. I nie chodzi mi tutaj o ograniczenia umysłowe, tylko o intelektualne lenistwo i bezrefleksyjność. Oddziałuje tutaj opisana przez Cialdiniego reguła społecznego dowodu. Ludzie nie powtarzaliby tych wszystkich przysłów, gdyby nie były prawdziwe, prawda? Przecież cała ta masa ludzi nie może się mylić!

carlin

No dobra, załóżmy, że ktoś zdał sobie sprawę z ogromu ludzkiej głupoty. Wciąż nie oznacza to samodzielnego myślenia i rodzi kolejne niebezpieczeństwa. Skoro ludzie w swojej masie są głupi, to trzeba znaleźć jakąś wybitną jednostkę, za którą można by podążać. Kaczyński? Natanek? Korwin? Paulo Coelho? Papież? Wprawdzie nie mamy już do czynienia ze społecznym dowodem słuszności, a z autorytetem, ale efekt pozostaje ten sam. Ludzie podążający ślepo za autorytetami, zamiast za głupimi masami, sami tworzą kolejne głupie masy. Żadna różnica, dalej są bezrefleksyjni. Ładnie to opisał Arthur Schopenhauer:

Bardzo mało ludzi umie myśleć, ale jakiś pogląd chce mieć każdy. I cóż pozostaje innego, jak przejąć gotowy pogląd od innych, zamiast wypracować go samemu?

Bo poglądy ma każdy, tyle, że mało kto ma swoje własne poglądy. Jeśli ktoś znajdzie więc kogoś, kto podziela chociaż ze 2-3, a na dodatek jest inteligentny i charyzmatyczny i potrafi „masakrować” to bingo! Mamy nowego guru, mamy masy za nim idące, które nawet jeśli na początku konfrontowały z nim swoje poglądy i coś tam myślały po swojemu, to po stwierdzeniu, że mają do czynienia z mądrym osobnikiem radośnie stwierdziły, że mogą mu pozostawić myślenie, a same ograniczą się do powtarzania jego mądrości. I nawet, gdyby każdy bezrozumny człowiek przejął poglądy od ludzi mądrych, to wciąż byłoby to szkodliwe.

A, po pierwszym poście spodziewaliście się, że napiszę coś o sobie oraz o przyczynach, dla którego zakładam bloga? No niech będzie. Oba wymienione powyżej etapy mam już za sobą. Nie oznacza to, że nie ma osób, których nie uważałbym za mądrzejszych od siebie, bo są, i to w sporej ilości. Warto słuchać czasami warto nawet rozmawiać. Ale im więcej czytam książek, artykułów, blogów, im więcej rzeczy poddaję samodzielnej analizie, tym mniejszy jest zakres, w którym się z kimkolwiek zgadzam. Nie ma dziś już nikogo, z kim zgodziłbym się w 100%, a nawet, gdyby się taki znalazł, to pewnie tylko dlatego, że nie znam wszystkich jego poglądów. Jak mawiał klasyk:

Wszyscy się mylicie, żaden z was nie ma racji!

Generalnie uważam, że to zdrowe założenie przed każdą dyskusją i lekturą. Potem oczywiście można je weryfikować. I w tym właśnie powiększającym się osamotnieniu w poglądach odczuwam coraz większą chęć przelania gdzieś swoich przemyśleń. Mógłbym co prawda pisać pamiętnik, ale to głupota: pamiętnik mi nie odpowie, nie wytknie błędu, nie zakwestionuje mojego osądu. Można łatwo popaść w samozachwyt nad swoją wiedzą i unikalnością. Można by znaleźć albo założyć jakąś grupę dyskusyjną w realnym świecie, ale każdy kto mnie zna wie, że jestem raczej aspołeczny. Uznałem więc pisanie bloga za najlepszą opcję.

Wiecie, jaki jest według mnie wielki sukces dla blogera? Znaleźć 10 krytycznie myślących osób, które będą czytały bloga, aktywnie komentowały i odbijały piłeczkę, dzieląc się własnymi przemyśleniami i opiniami. Mam dużą tolerancję na cudze poglądy, więc przeważnie nie skaczę nikomu do gardła.

Lubię wkładać kij w mrowisko. Formułując swoje opinie na jakiś temat nie dbam o niczyje uczucia, nie dlatego, żebym chciał kogoś obrazić, ale dlatego, że jeśli nie można wypowiedzieć swojego zdania prosto z mostu, to po co w ogóle mówić cokolwiek? Jak nie jestem poważny, to zdarza mi się wpadać w czarny, obraźliwy, rasistowski, seksistowski, kontrowersyjny humor. Albo i gorzej. To tak w ramach ostrzeżeń. Wiedzcie, że niezależnie od Waszych poglądów nieraz zagotuje się w Was krew podczas czytania tego, co tutaj wyprodukuję. Do zobaczenia przy następnym poście.

Reklamy

Informacje o Irydowy Wujek

Jestem indywidualistą, minimalistą, nonkonformistą, realistą i stoikiem. Nie lubię zarówno konformizmu jak i antykonformizmu. Lubię stand-up.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Przemyślenia i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Kilkaset słów o myśleniu

  1. obserwator pisze:

    Nie pierdziel, bo w domu się nie gwizda :)

    Polubione przez 1 osoba

Możliwość komentowania jest wyłączona.