Uczyć się czy się nie uczyć?

Mam nadzieję, że nikt nie ma wątpliwości, że uczyć się po prostu trzeba. Wątpliwości nie wzbudza raczej także, że trzeba się specjalizować. Obrać sobie konkretną dziedzinę i się jej poświęcić nie tylko podczas nauki w szkole i na studiach. Uczyć się i dokształcać trzeba także w dorosłym życiu, kiedy pracujemy. Są z tego oczywiste profity: możliwość stania się ekspertem w danej dziedzinie, lepsza pozycja na rynku pracy, pieniądze, samo poczucie, że naprawdę jest się kimś ważnym i zna się na konkretnych rzeczach. Ale czy warto uczyć się innych rzeczy, niezwiązanych z karierą? Czy warto poszerzać wiedzę ogólną? Popatrzmy.

Jeden z moich ulubionych bohaterów literackich, Sherlock Holmes, twierdził, że nie warto i że należy się skupić tylko na tym, czym będziemy się zajmować w życiu. Pozwolę sobie zacytować fragment „Studium w szkarłacie”:

Moje zaskoczenie sięgnęło jednak zenitu, gdy przez przypadek odkryłem, że nie wie nic o teorii Kopernika i budowie Układu Słonecznego. Fakt, że jakaś cywilizowana istota ludzka żyjąca w dziewiętnastym wieku nie jest świadoma, że to Ziemia obraca się wokół Słońca, wydał mi się tak niesamowity, że po prostu nie wiedziałem, co o tym myśleć.
– Wyglądasz na zdumionego – powiedział z uśmiechem, widząc wyraz zaskoczenia na mojej twarzy. – Teraz, kiedy już o tym wiem, postaram się najszybciej jak potrafię o tym zapomnieć.
– Zapomnieć?!
– Widzisz – wyjaśnił – uważam, że mózg człowieka przypomina niewielkie puste poddasze, które trzeba tak umeblować, by nam to odpowiadało. Głupiec będzie zbierał wszelkiego rodzaju graty, jakie nawiną mu się pod rękę. Wówczas wiedza, która mogłaby mu się przydać, zostaje wyparta lub w najlepszym przypadku upchnięta gdzieś w kąt wraz z mnóstwem innych rzeczy, tak że dostęp do niej będzie później bardzo utrudniony. Rozsądny człowiek natomiast nad wyraz skrupulatnie wybiera to, co wnosi na swoje poddasze, czyli wkłada do swego mózgu. Nie gromadzi tam niczego prócz narzędzi, które będą mu potrzebne w czasie wykonywania pracy, ale posiada ogromny ich asortyment, wszystko w idealnym porządku.
Błędem byłoby myśleć, że to ciasne pomieszczenie ma ściany, które można przesuwać, powiększając jego powierzchnię. Możesz mi wierzyć, że przychodzi taki czas, gdy za każdym razem, kiedy dowiadujesz się czegoś nowego, będziesz zapominał o czymś, co wiedziałeś wcześniej. Dlatego ogromne znaczenie ma to, by nie dopuścić, aby bezużyteczne fakty wypierały takie, które mogą nam się przydać.
– Ale Układ Słoneczny…
– A jakie do diabła ma on dla mnie znaczenie! – przerwał niecierpliwie. – Mówisz mi, że kręcimy się wokół Słońca. Nawet gdybyśmy się kręcili wokół Księżyca, nijak nie miałoby to wpływu na mnie ani na moją pracę.

A teraz mam zamiar pokazać, że Sherlock się myli.

Sherlock Holmes i John Watson

Sherlock Holmes i John Watson

 

Ludzki mózg

Kluczowe jest tutaj porównanie pojemności pamięci człowieka do pustego poddasza – to po prostu bzdura. Przypuszczenie, że w końcu przyjdzie moment, kiedy będziemy musieli zapomnieć coś, co wiedzieliśmy wcześniej, żeby nauczyć się czegoś nowego – nie, nic z tych rzeczy. Jeśli sami tak do tej pory myśleliście, zapomnijcie o tym. Może i prawdą jest, że powierzchni naszej pamięci nie można poszerzać, ale jeśli już przyrównujemy ją metaforycznie do pomieszczeń, to byłby to olbrzymi budynek zajmujący z milion metrów kwadratowych. Nie wiem czy to porównanie jest dokładne, a raczej na pewno nie jest, bo wziąłem je z powietrza, ale jest bliższe prawdy. Chodzi mi o obrazowe porównanie – jest to baaardzo wielgachne pomieszczenie i nie ma najmniejszego powodu przypuszczać, że je przepełnimy, jeśli będziemy się za dużo uczyć.

Nie wgłębiajmy się jednak lepiej w kolejne nietrafione metafory i przejdźmy do właściwego opisu tego, jak działa mózg. Na obecnym stopniu rozwoju nauki nie wiemy jeszcze dokładnie jak działa pamięć, ale wiemy „mniej więcej”. Opis ten będzie więc mocno skrócony, uproszczony i być może nawet lekko przekłamany, ale wystarczający, żeby obalić hipotezę poddasza. Mózg to sieć komórek, zwanych neuronami. Nie wiemy, ile ich dokładnie jest, różne szacunki podają, że jest ich 50-100 miliardów. Jeszcze więcej jest komórek glejowych, które podtrzymują strukturę neuronów i je odżywiają. Między neuronami powstają połączenia. Im więcej się uczymy, tym więcej połączeń powstaje. Oznacza to, że nabyta wiedza fizycznie zmienia strukturę mózgu. Od jednego neuronu może wychodzić nawet 10 tysięcy połączeń. To wszystko składa się na sieć neuronową, i to właśnie na niej oparta jest pamięć.

Teraz tak: zapamiętywać możemy rzeczy dzięki różnym zmianom chemicznym, które zachodzą w neuronach. Najprostsza teoria mówi, że maksymalna ilość mnemonów (czyli prostych jednostek informacyjnych typu imię, słówko, data itd.) jest równa ilości neuronów w naszym mózgu. Teoria ta jest najprostszą z możliwych, tzn. nie uwzględnia np. możliwego udziału komórek glejowych, które mogą zwiększać pojemność pamięci. Ale nieważne. Załóżmy, że możemy zapamiętać tylko tyle informacji, ile mamy neuronów. Wówczas, jeśli mamy 50 miliardów neuronów i będziemy uczyć się jednej informacji na sekundę 24 godziny na dobę przez 100 lat, to zapełnimy ok. 6% naszej pamięci. A to nie są przecież realistyczne założenia. Musimy jeść, spać i robić inne rzeczy. Nawet jak to uwzględnimy, to może poza nielicznymi jednostkami nikt nie uczy się jednej informacji na sekundę. Oznacza to, że nawet najzdolniejsi ludzie na Ziemi nie mają szans choćby zbliżyć się do zapełnienia swojej pamięci. Myślę, że możemy przymknąć oko na tę wpadkę Sherlocka. Jego autor żył w czasach, w których hipoteza ograniczonego magazynu, w którym składowana jest wiedza była jedyną obowiązującą teorią.

Pójdźmy jeszcze o jeden krok dalej. Nie tylko nabywanie nowej wiedzy nie zaśmieca mózgu, ale im więcej wiesz, tym łatwiej jest Ci się dalej uczyć nowych rzeczy. Co jeszcze więcej, więcej wiedzy oznacza większą inteligencję i kreatywność. To akurat nie jest trudne do wydedukowania, ale mało kto się nad tym zastanawia. Trudniej jest się uczyć fizyki, nie znając matematyki. Tak samo trudniej jest się uczyć historii, nie znając geografii. Łatwiej jest ogarnąć Ogólną Teorię Względności, jeśli miałeś wcześniej styczność z geometriami nieeuklidesowymi. Łatwiej jest Ci analizować historię i ustrój Polski, jej sąsiadów oraz ich wzajemnych relacji jeśli znałeś wcześniej ich warunki geopolityczne. To sprawa kontekstu. Poza tym, im więcej rzeczy wiesz, tym więcej rzeczy jesteś w stanie wykombinować samodzielnie. Jak powiedział (albo napisał, nie wiem) Steve Jobs:

Kreatywność to tylko łączenie rzeczy. Gdy pytasz kreatywnych ludzi, jak oni coś zrobili, czują się trochę winni, bo naprawdę tego nie zrobili, po prostu coś ujrzeli. Wydawało im się to oczywiste po jakimś czasie. To dlatego, że byli w stanie połączyć swoje doświadczenia i złożyć nowe rzeczy.

To tak z grubsza, jeżeli chodzi o mózg. Jeśli chcecie wiedzieć więcej, to macie tu parę artykułów, które przeczytałem, zanim zabrałem się za ten wpis:

Było tego więcej, ale te uznałem za najciekawsze. Jak chcecie wiedzieć jeszcze więcej, to sobie pogooglujcie. Albo idźcie studiować neurobiologię.

Więcej powodów, żeby się uczyć ogólnie




Stop ignorancji

Ale załóżmy, że Was nie przekonałem. No bo wiadomo, że wiedza, inteligencja, kreatywność, pieniądze, władza, kobiety itd. ale to przecież nie jest atrakcyjne dla wszystkich (taaaa). Są trochę bardziej doraźne korzyści z posiadania szerokiej wiedzy. Wymienię to, co mi akurat przyszło do głowy:

  • Mój ulubiony argument: niezależność intelektualna. Jeśli uczysz się tylko rzeczy ze swojej wybranej dziedziny, w innych dziedzinach musisz polegać na innych. Właściwie, to jak się uczysz ogólnie to też musisz polegać na opiniach ekspertów z innych dziedzin, ale wówczas masz elementarną wiedzę, która pozwoli Ci przesiać grono ekspertów. Będziesz mógł skonstruować niezłe kryteria, według których ocenisz, którzy eksperci albo niekoniecznie są takimi ekspertami za jakich się podają, albo próbują Ci wcisnąć jakiś kit. Jeśli masz elementarną wiedzę z zakresu ekonomii, historii i psychologii to nikt Ci nie wmówi, że „komunizm tak, wypaczenia – nie!„. Z bardziej życiowych przykładów – jak przeczytasz choćby „Wywieranie wpływu na ludzi” Cialdiniego to masz większe szanse, że rozpoznasz kogoś, kto próbuje Tobą manipulować.
  • Poszerzysz horyzonty, będziesz umiał spojrzeć na niektóre sprawy z innej perspektywy. Jeśli zajmujesz się ekonomią, finansami, albo w ogóle jeśli pracujesz z jakimikolwiek statystykami, to łatwiej będzie Ci je pojąć, jeśli spojrzysz na nie z punktu widzenia psychologii. Generalnie nauka ogólna pozwoli Ci się uspołecznić, będziesz miał więcej tematów do rozmowy z ludźmi. Oczywiście w pewnych rozsądnych granicach. Kiedy jeszcze chodziłem do technikum, wdaliśmy się z grupą w dyskusję z naszym nauczycielem od programowania o przydatności chemii, że po co nam to, że jakieś pierwiastki i wiązania chemiczne, że niepotrzebne i w ogóle. A on nam na to, że żeby móc o tym rozmawiać z innymi ludźmi. Jeśli to kogoś interesuje – nie ma sprawy, ale nie sądzę, żeby wzór chemiczny wanilii był ciekawym tematem do rozmów.
  • Jeśli szanujesz kogoś obytego w swojej dziedzinie i się z niej uczysz, to masz szansę w przyszłości z nim podyskutować, pokorespondować, może się nawet zakolegować i zaprzyjaźnić. Ja np. chciałbym kiedyś pójść na piwo z Michalkiewiczem.
  • Jeszcze jeden argument rzadko wspominany i często zlewany: możesz odkryć swoją ukrytą pasję. Albo kilka. Od kiedy ja zacząłem poszerzać swoje horyzonty i próbować nowych rzeczy poznałem więcej fajnych rzeczy, niż jestem w stanie sensownie ogarnąć. Nie wiesz, co Cię może ominąć. Możesz odkryć w sobie talent. Może będzie jeszcze wystarczająco wcześnie, żeby wyszkolić się do tego stopnia, żeby coś zarobić? Albo przynajmniej wyróżnić?

Jak macie więcej powodów, żeby się uczyć ogólnie to piszcie.

Czy warto uczyć się wszystkiego?

Nie, absolutnie nie! Przede wszystkim jeżeli uczysz się wszystkiego, to niczego nie nauczysz się w stopniu zadowalającym. Chyba, że jesteś zdolny i interesuje Cię dosłownie wszystko. Jeśli jakaś dziedzina Cię nie interesuje i uczenie się jej wchodzi Ci ciężko, porzuć ją. Jeśli ktoś Ci mówi, że powinieneś coś wiedzieć dlatego, że „wypada” coś wiedzieć, niech spierdala – nie daj się naciskom społecznym! Z tego punktu widzenia jestem akurat w stanie zrozumieć Sherlocka i się z nim zgodzić – jeśli nie interesuje go zasada działania Układu Słonecznego i nie będzie mu to potrzebne – to co Watsonowi do tego?

Mnie na przykład w ogóle nie interesuje ezoteryka – uważam ją za kupę bzdur. Nie tylko nie jest oparta na twardych faktach i logice, bo to jeszcze można zrozumieć, ale w ogóle nie opiera się na jakimkolwiek doświadczeniu czy jakichkolwiek poszlakach. Nie interesuje mnie też grafologia – jest mało interesująca, trudna dla mnie do opanowania i uważam ją za wątpliwą. Myślę, że grafologa można oszukać. Rękodzieło też mnie nie interesuje – nie mam do tego najmniejszych predyspozycji.

Co mnie interesuje? Matematyka, informatyka, ekonomia, filozofia (głównie etyka i filozofie wschodu), historia, psychologia, kultura (głównie popkultura), religie, mitologie i (ostatnio) militaria. Lubię też gry planszowe i karciane, sporty walki, a czasem nawet sam chętnie poboksuję.

Jak się uczyć?

man-479670_640

Głównym źródłem nauki powinny być rzecz jasna książki. To dzięki nim zdobędziesz najwięcej wiedzy teoretycznej, o wiele więcej, niż z choćby najciekawszych i najbardziej wartościowych programów popularnonaukowych. Człowiek mówi średnio w tempie 150 słów na minutę, a czyta 200 słów na minutę. Jeśli nauczysz się do tego szybciej czytać, to spokojnie możesz pochłaniać nową wiedzę kilka razy szybciej niż oglądając telewizję.

Nie znaczy to, że takie programy telewizyjne lub internetowe popularyzujące naukę nie mogą być wartościowe. Czasem nie masz pod ręką odpowiednich materiałów, albo chcesz zwolnić, odpocząć czy też po prostu dać się zaskoczyć autorowi programu – takie programy  mogą być jak najbardziej pożyteczne. Najpopularniejsze kanały tego typu na YouTube to SciFun, Polimaty i Historia bez cenzury. Tam możesz zacząć.

Co miesiąc rób coś nowego. Może to być nauka biologii molekularnej, układanie kostki Rubika, szydełkowanie, strzyżenie owiec – cokolwiek przyjdzie Ci do głowy. Jeśli Ci się spodoba – świetnie, masz nowe hobby. Jeśli nie, to nauczysz się czegoś nowego, rozwiniesz dzięki temu swoją inteligencję i kreatywność.

Surfowanie po sieci to też bardzo dobry pomysł. Po prostu szukanie informacji, które akurat wpadną Ci do głowy. Zobaczysz, że od artykułu do artykułu będziesz otwierać coraz to nowe zakładki, żeby dowiedzieć się czegoś o informacjach pobocznych zamieszczonych w artykułach i nagle będziesz miał pootwieranych tyle stron, że stracisz poczucie czasu. Jeśli nie masz pomysłu, czego szukać, to graj w scrabble lub literaki. Jak ktoś ułoży słowo, którego nie znasz, to je sobie zanotuj i później sprawdź. Ja pamiętam, jak sprawdzałem, co znaczy słowo „unitarian”. Potem szukałem informacji o arianach, braciach polskich, różnych sektach, Thomasie Jeffersonie, deklaracji niepodległości, historii USA, wojnie secesyjnej, konfederacji, niewolnictwie, dostępie do broni palnej etc. W pewnym momencie czułem, jak laptop patrzy na mnie z wyrzutem, tyle zakładek miałem pootwieranych, a wszystko to przez jedno hasło, które padło w scrabble.

I ostatnia, ale istotna sprawa: nie zaniedbuj ćwiczeń fizycznych. Poprawiają krążenie i dotleniają organizm, w tym mózg. Poza tym stanowią dobry odpoczynek dla spracowanego umysłu no i są kolejnym sposobem na tworzenie połączeń między neuronami.

Reklamy

Informacje o Irydowy Wujek

Jestem indywidualistą, minimalistą, nonkonformistą, realistą i stoikiem. Nie lubię zarówno konformizmu jak i antykonformizmu. Lubię stand-up.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Przemyślenia i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.