Kabaret? Wolę stand-up

Do przemyśleń na temat różnic między kabaretami a stand-upami skłoniła mnie opinia Cejrowskiego. Wcześniej nie wiedziałem, o co chodzi. Nie wiedziałem, czym jest stand-up, nie wiedziałem, że istnieje w ogóle jakieś rozróżnienie. Jedyne co kojarzyłem to jakieś HBO Stand Up Comedy Club, ale to tylko z jakichś reklam, nie zwracałem nigdy na to uwagi.

Kabaret to pewien rodzaj przedstawienia teatralnego. Mamy kilku komików, którzy się przebierają, wcielają w role i odgrywają krótkie scenki, zwane skeczami.

Stand-up to jeden facet z mikrofonem, który cały czas nawija. Czasem pół godziny, czasem półtorej, różnie z tym bywa.

Więc tak: stanp-up jest bardziej bezpośredni i szczery od kabaretu. Jest to kwestia ściśle związana z jego konstrukcją. Stand-uper nie przebierze się za nikogo, nie będzie nikogo udawać i nie będzie odgrywać scenki. Nie znaczy to rzecz jasna, że stanie na scenie i zacznie mówić co mu ślina na język przyniesie. W stand-upie, tak jak w kabarecie, główną rolę odgrywa napisany wcześniej scenariusz i jest niewiele miejsca na improwizację (choć są wyjątki). Różnica polega na tym, że stand-uper mówi od siebie, w swoim imieniu. Bill Hicks mówi jako Bill Hicks. Z tego powodu stand-upy posiadają również często większą głębię od skeczów. Polityka i religia to standardowe tematy i występują również w kabaretach, ale stand-uperzy opowiadają też o sobie. O swoim życiu, o swoich wpadkach, o swojej rodzinie, o swoich przemyśleniach, o tym, co ich gryzie, wkurza, o swoich lękach etc. W kabarecie takie tematy zdarzają się rzadko, a jeśli już się pojawiają, to nigdy nie wychodzą jakoś szczerze i naturalnie. No bo jakby inaczej? Przecież oni tam zawsze kogoś udają. To tylko odgrywanie scenek.

Jim Carrey

Wielu znanych i cenionych aktorów komediowych, jak Jim Carrey, to również stand-uperzy

 

Następna charakterystyczna różnica: strefa tabu. Stand-up nie zna takiego pojęcia, nie ma tam absolutnie żadnych świętości. Już widzę jak ktoś mówi „ale kabaret też może być ostry i kontrowersyjny, chyba nie widziałeś skeczu o…„. A gówno, coś takiego może powiedzieć ktoś, kto ze stand-upem nie miał styczności, albo widział parę lżejszych występów. Wystąpienie Abelarda Gizy o papieżu wywołało szum i kontrowersje. Opinia publiczna była oburzona i zniesmaczona. No to po pierwsze: to nie kabaret, to stand-up, więc jeśli to wystąpienie było Waszym argumentem, to musicie znaleźć sobie nowy. Po drugie: jeśli chodzi o kontrowersje, to ten występ nie był nawet w połowie tak szokujący jak wiele, wiele monologów amerykańskich i brytyjskich komików.  Gdy piszę, że w stand-upie nie ma absolutnie żadnego tabu, to naprawdę to mam na myśli. Polityka, religia (tak, wliczając w to czasami nawet islam), homoseksualizm, rasizm, terroryzm (w tym zamach 11 września), gwałt, pedofilia, wojna i wszystko, o czym możecie pomyśleć. Jeśli jesteście odporni, obejrzyjcie tę krótką kompilację. Już obejrzane? To teraz wyobraźcie sobie, że to wcale nie były najbardziej obraźliwe żarty. Widziałem ostrzejsze i bardziej obrazoburcze wystąpienia. Żarty Gizy o papieżu to przy tym dobranocka.

Nie myślcie przy tym, że tylko na tym polega stand-up: żeby jak najbardziej zszokować i zniesmaczyć widownię. Wcale tak nie jest. Przeważnie za taką kontrowersją kryje się głębsza refleksja. To jest to, z czym ta forma komedii mi się najbardziej kojarzy: opowiadanie o sprawach poważnych w zabawny sposób. Do tego nieodłącznie obraźliwe i obrazoburcze dowcipy, które jednak często mają skłonić do myślenia. Nie jest to reguła, stand-up zahacza też o błahe sprawy, nieraz do humoru klozetowego. Na przykład Jimmy Carr nie dba o głębię swoich dowcipów, one są po prostu obraźliwe. A jeśli znajdziecie się kiedyś wśród widzów Jimmiego, możecie zostać obrażeni osobiście. Kolejna wspaniała rzecz – interakcja z widownią:)

A więc: nie ma reguły mówiącej, że stand-up zawsze jest bardziej głęboki i kontrowersyjny od kabaretu, ale pokażę Wam parę przykładów, które zobrazują różnicę w kalibrze dowcipu:

Niezależnie, czy chodzi o samą kontrowersję czy również głębszą refleksję, zawsze podane w sposób zabawny. Jeśli znacie coś takiego wśród kabaretów, dajcie znać. Tak tylko piszę, tak naprawdę nie będę czekać, bowiem macki poprawności politycznej tak bardzo duszą polskie społeczeństwo, że gdyby pojawiło się coś tak dobrego, usłyszałbym o jakiejś kolejnej aferze.

Jimmy Carr

Jimmy Carr

Tak więc z Cejrowskim prawie się zgodzę. Prawie, bo przepaść między stand-uperami a polskim kabaretem nie wynika z samej różnicy formuły, a z prostego faktu, że polskie kabarety są do dupy. Są rzecz jasna wyjątki. Zawsze lubiłem Pod Egidą, Tey, Ani Mru Mru, Kabaret Moralnego Niepokoju. Ale nawet oni miewali często słabsze skecze, z kolei nie widzę tej tendencji u moich ulubionych stand-uperów. Inna ciekawostka: niespecjalnie podchodził mi kabaret Limo, ale Ruciński i Giza jako stand-uperzy już są zabawniejsi.

Gdybyśmy mieli w Polsce więcej kabaretów na wysokim poziomie, wówczas pozostałaby kwestia gustu. Ja z tym trochę mam jak z bajkami: lubię czasami obejrzeć jakąś współczesną bajkę (nie mylić z anime i poważniejszymi kreskówkami), czasem wrócę z sentymentu do starych bajek, ale generalnie już z tego wyrosłem. Tak samo lubię obejrzeć czasem jakiś kabaret, ale ten ugrzeczniony humor to już nie dla mnie. Wolę humor z grubej rury, nawet jeśli jestem obrażany a moje przekonania brutalnie wykpiwane i atakowane.

George Carlin - Keep calm and go fuck yourself

Głowa Georga Carlina

 

Reklamy

Informacje o Irydowy Wujek

Jestem indywidualistą, minimalistą, nonkonformistą, realistą i stoikiem. Nie lubię zarówno konformizmu jak i antykonformizmu. Lubię stand-up.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Przemyślenia i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Kabaret? Wolę stand-up

  1. andipab pisze:

    Kiedyś w Polsce był dobry „stand-uper”, nazywał się W. Gomułka pseudonim Wiesław. Był nie do pokonania (na szczęście, to było tylko jego przekonanie). Zawsze czytał z kartki, czasami wszystkie pięć kopii, więc zabierało to trochę czasu. Był bardzo stały w swoich poglądach, bo od czego by nie zaczął zawsze kończył tym samym „wzrosło pogłowie trzody chlewnej…” „znaczny wzrost wydajności z jednego ha” i „na tej bazie…” i to niezależnie od poczynań rewizjonistów z Bonn, czy wrogów klasy robotniczej i sojuszu robotniczo-chłopskiego. Potem miał być lepszy stand-uper, ale mimo pomocy nie udało mu się… Na szczęście mamy to za sobą… nie zmienia to jednak faktu, że dzisiejsze kabarety są do D… , nawet te z poselskimi mandatami.

    Polubione przez 1 osoba

    • irydowyvujek pisze:

      Cóż, jeśli patrzeć na to od tej strony to według mnie do dzisiaj polska scena polityczna jest lepszym źródłem rozrywki od naszych kabaretów. Oglądam tę ich parodię ostatnich wydarzeń politycznych i myślę sobie „oryginał lepszy”. Ale najśmieszniejsi są zwykli ludzie. O ile faktycznie politycy sami w sobie są kiepskimi kabareciarzami, to dzięki reakcjom ludu mam sporo zabawy. Najzabawniejsze bowiem jest to, jak ludzie z przejęciem obserwują ten cyrk, biorą wszystko na poważnie, zwalczają jedni drugich, mimo że rok 2014 pokazał dobitnie, że słowa polityków są nic nie warte. Na szczęście dawno już się do tego zdystansowałem.

      Brakuje mi na polskiej scenie stand-uperów filozofa takiego, jakim był np. Carlin. Kogoś takiego, kto, zamiast tylko kpić z wydarzeń politycznych, potrafiłby sięgnąć „głębiej”, za kurtynę, za którą kreuje się prawdziwa polityka i wywlec to na scenę. Nawet nie musi mieć całkowitej racji, ale chodzi o to, żeby zacząć o tym mówić, bo jak wiadomo, dobry komik ma lepszą siłę przebicia niż mądry pan w telewizji w ładnym garniturze i z długim tytułem przed nazwiskiem. Wprawdzie u nas ta forma się dopiero rozwija, więc mam nadzieję, że nasi komicy jeszcze do tego dorosną. Nie obejdzie się oczywiście bez afer, tak jak to miało miejsce w USA w latach 60 i 70.

      Polubione przez 1 osoba

      • andipab pisze:

        Bądźmy dobrej myśli, że tak się stanie. Choć trudno oczekiwać od ludzi którzy żyją z występów scenicznych, że zadadzą sobie więcej trudu i nagle wyskoczą z czymś poważniejszym niż zapiski z publicznego szaletu. Osobiście mam przekonanie, że istnienie cenzury zmuszało kabarety, do szukania sposobów do przemycania treści „zakazanych”, a tym samym do większego zaangażowania się. Ponad to widownia lubi dowcip nad którym nie trzeba się zastanawiać, zmuszać się do myślenia lub co gorsza poszukania faktów o których mówiono ze sceny…
        Miłego popołudnia :)

        Polubione przez 1 osoba

      • irydowyvujek pisze:

        Co do cenzury to się zgadzam, z pewnością tak było. Jeśli chodzi o widownię, to dobry komik jest jak dobry sprzedawca – on tworzy popyt na inteligentny dowcip. A jestem dobrej myśli, bo jak czytam wywiady z polskimi stand-uperami to wielu z nich aspiruje do poziomu Georga Carlina. Nic dziwnego, w końcu to legenda. To on był tym, który łamał tabu, szokował jako pierwszy, był nawet aresztowany za swój występ. Ufam, że polscy stand-uperzy będą jak Louis C.K. – on też był podrzędnym stand-uperem kiedyś, a dzięki Carlinowi stał się lepszym komikiem mówiącym o poważniejszych tematach. Polecam obejrzeć to:


        Miłego wieczoru:)

        Polubione przez 1 osoba

Możliwość komentowania jest wyłączona.