Co z tymi autorytetami?

Pisałem już o swoim podejściu do społeczeństwa i do sposobu, w jaki większość ludzi kształtuje swoje opinie. Wyraziłem też przekonanie, że nie powinniśmy ufać politykom, mediom, autorytetom i większości. W tym wpisie chciałbym uściślić tę opinię.

Jak to zwykle bywa, sprawa jest bardziej złożona i nie możemy jej rozpatrywać zero-jedynkowo. Bo, mimo że jestem nieufny w stosunku do mediów, to nie zakładam z góry, że na pewno zawsze kłamią. Nie opluwam z byle powodu znanego filantropa tylko dlatego, że jest promowany przez media. Nie odrzucam pewnych wzorców zachowań i ubioru tylko dlatego, że są zbyt modne.

W tej sprawie zasadniczo możemy wyróżnić trzy postawy:

  • konformista — ktoś, kto dostosowuje się do społeczeństwa, nie sprzeciwia się i nie wychyla przed szereg. Bezrefleksyjnie kształtuje swoje poglądy pod wpływem grupy lub autorytetu. Dla konformisty nie potrzeba więzienia: wystarczy go umieścić na specjalnie wyznaczonym, nieogrodzonym terytorium otoczonym ulicą i postawić na wszystkich przejściach wiecznie czerwone światła;
  • antykonformista — ktoś, kto neguje wszelkie wartości obowiązujące w danej społeczności. Z góry zakłada obłudę i manipulację mediów w każdej kwestii, wykpiwa wszelkie pomysły swoich przeciwników politycznych tylko dlatego, że są przeciwnikami. Lubi tylko rzeczy, które mało kto lubi. To np. taki chujek w szalu, marynarce, krótkich spodenkach moro i w trampkach, który nie lubi „Django„. Uwięzić go można na takim samym terenie, jak konformistę, tylko trzeba zamienić czerwone światła na zielone;
  • nonkonformista — normalny człowiek, który formułuje własne opinie na podstawie własnych doświadczeń i wiedzy. Nie ufa informacjom, które do niego zewsząd napływają, nie odrzuca ich jednak bezmyślnie, postanawiając je najpierw przeanalizować. Nie ubiera się na podstawie tego, co podają w prognozie pogody, ale też nie zakłada zimowej kurtki, jeśli wszyscy na ulicy chodzą niemal półnadzy. Nonkonformistę nie jest tak łatwo uwięzić, bo zawsze sprawdza, czy nic nie jedzie, nie zwracając uwagi na kolor świateł. Antykonformizm uznaje się czasem za skrajną wersję nonkonformizmu.

Najgorzej jest być antykonformistą, bo taki szybko zginie pod kołami. Konformista co najwyżej nie zrobi zakupów, jeśli sygnalizacja się zepsuje. A odchodząc od dziwnych metafor, stawiam taką kontrowersyjną tezę, że media przeważnie mówią prawdę. Gdyby cały czas kłamały, w końcu ludzie by się połapali (to nie jest już teza, po prostu taką mam nadzieję). Manipulacja następuje w kwestiach nielicznych, acz kluczowych. Kłamstwo wśród potoku prawdy jest łatwiejsze do przełknięcia. Inna sprawa jest taka, że nikt nie ma interesu, żeby kłamać na każdy temat.

Hasło, które sobie wpisałem do nagłówka na tym blogu, żeby kwestionować wszystko, nie oznacza negowania wszystkiego. Ludziom często się to myli. Kwestionowanie oznacza podawanie w wątpliwość, stawianie pod znakiem zapytania. Wyobraźmy sobie hipotetyczną rozmowę ojca konformisty z synem nonkonformistą:

SN: (Gwiżdże w domu)
OK: Nie gwiżdż w domu.
SN: Czemu?
OK: Bo krzyż w domu wisi.
SN: Co z tego?
OK: W ten sposób okazujesz mu brak szacunku.
SN: W jaki sposób gwizdanie to brak szacunku?
OK: Nie pyskuj.
SN: (Sprawdza w Google. Dalej będzie gwizdać w domu).

Hipotetyczny ojciec konformista się myli. Stary przesąd mówi, że gwizdanie w domu to zapraszanie do siebie diabła. Ojciec tego nie wiedział, bo nigdy nie próbował zakwestionować tego głupiego zakazu, jego rodzice również nie próbowali itd. Znowu zabawa w głuchy telefon. Jak mogłaby wyglądać rozmowa tego samego ojca z synem antykonformistą?

SA: (Gwiżdże w domu)
OK: Przestań gwizdać w domu, gówniarzu!
SA: (Gwiżdże jeszcze głośniej jak pojebany)
OK: (Spuszcza smarkaczowi wpierdol już czwarty raz w tym tygodniu. A dopiero wtorek).

Tym razem ojciec jest bardziej agresywny, bo musi wychowywać bezmózgiego buntownika. Życie nie jest sprawiedliwe.

Trochę inna sytuacja:

SN: Tato, daj tysiąc złotych.
OK: Nie dam.
SN: Dlaczego?
OK: Pieniądze nie rosną na drzewach.
SN: (Sprawdza w Google. Faktycznie nie rosną.)

Tym razem syn też zakwestionował hipotezę ojca, ale ojciec miał w tym wypadku rację. Tak czy inaczej, nonkonformista zawsze nauczy się najwięcej. Syn antykonformista nie poprosi o pieniądze. W przyszłości zostanie hipsterskim anarchokomunistą.

Więc w sprawie tych autorytetów…

Wojak z gównem na głowie

Typowy (anty)konformista, który gówno wie o temacie, na który się wypowiada

Teraz tak: warto słuchać tego, co mają nam do powiedzenia autorytety w swoich dziedzinach. Nie lubisz go? Ok. Nie zgadzasz się z nim? Też spoko. Zauważmy jednak, że jeśli ktoś uchodzi za autorytet w jakiejś dziedzinie, to ma za sobą tysiące lub dziesiątki tysięcy godzin nauki, pracy, doświadczenia itd. Odrzucenie jego tez po 5 sekundach słuchania/czytania to przejaw zbyt wysokiego mniemania o sobie. Chciałbym się teraz odnieść do dwóch postaci z przeciwnych obozów światopoglądowych (chociaż te obozy są trochę sztuczne, bardziej wykreowane przez zwolenników i przeciwników obu panów niż samych zainteresowanych), które zdecydowanie zbyt często są bezmyślnie obrzucane błotem przez ich zaciekłych wrogów.

Wojciech Cejrowski

Wojciech Cejrowski

Podróżnik, fotograf, pisarz, publicysta, dziennikarz radiowy, satyryk, autor książek, z wykształcenia socjolog. Mówi w czterech językach obcych i zwiedził ok. sześćdziesięciu krajów. No ale cóż z tego, skoro przecież katol, kapitalista i oszołom. Zero refleksji, wypowiedzi Cejrowskiego bardzo szybko (i często niesłusznie) lądują w kategorii „niebezpiecznych majaków nawiedzonego chama” i podobnych. Czasami nawet wtedy, gdy nie mówi ani o polityce, ani o religii. Jakże często czytam komentarze, jakie to on bzdury gada o zagranicy, że jak chce, to niech zostaje w buszu i nie wraca. A na potwierdzenie swoich tez wyciągają… statystyki, które należą do najtrudniejszych do opanowania, a jednocześnie najmniej odpornych na manipulację narzędzi służących do analizowania rzeczywistości. Jak się mają jakieś słupki przygotowane prawdopodobnie na kolanie przez niedouczonego Kowalskiego (sorry, Kowal) do doświadczeń człowieka, który nie tylko zwiedził sześćdziesiąt krajów, ale przez jakiś czas w nich żył i rozmawiał z ich mieszkańcami. Nie musisz z tego powodu przyjmować jego opinii jako pewnik, ale jak już chcesz skrytykować, to przynajmniej się przyłóż. Poszperaj w statystykach, sprawdź, w jaki sposób zostały skonstruowane i czy wyciągnięto z nich właściwe wnioski. Poczytaj inne relacje podróżnicze. Ale co najważniejsze, włóż w to własną refleksję.

Zbigniew Lew-Starowicz

Zbigniew Lew-Starowicz

Psychiatra, psychoterapeuta, seksuolog, profesor doktor habilitowany nauk medycznych, 40 lat doświadczenia zawodowego, ponad 50 wydanych książek. Kim jest w oczach większości katolickich fundamentalistów? Demoralizatorem i sługą szatana. W końcu promuje edukację seksualną. Jeśli w ogóle ktokolwiek z krytykujących wie, co to jest, to mało kto z nich zagłębia się w szczegóły. Może są tego różne przyczyny, może każdy seksuolog może mieć własne, mniej lub bardziej radykalne pomysły? Czy to możliwe, że jego opinie opierają się na psychologii i biologii? Może warto by było poczytać i wyrobić sobie własną opinię? Na pewno nie, przecież Starowicz to by tylko promował seks i w ogóle to chodzi mu o rozbicie Kościoła Katolickiego. Chociaż może do myślenia mogłoby komuś dać, że założone przez niego Centrum Terapii zajmuje się między innymi leczeniem uzależnień od seksu i pornografii? No tak, ale w tym celu trzeba by się „wysilić” i wpisać jego nazwisko w Google. Zbytni wysiłek.

W postaci bonusu mamy tutaj hipokryzję niektórych osób. No bo Lew-Starowicz jest wrogiem, ale wprawdzie istnieją wyjątki. Jak na przykład profesor opowie się przeciwko dżęderowi to nagle staje się niezależnym ekspertem. Wkurzył tym nawet środowiska feministyczne. Chyba moja pokrewna dusza — uciera nosa wszystkim na prawo i lewo. Nawet fronda (!) w takiej sytuacji potrafiła o nim napisać kilka pozytywnych artykułów. A powiem Wam coś — jeśli redaktorzy z frondy zauważają coś, co Wam umyka, to jest to bardzo zły znak. Oczywiście wszystko do czasu, jak Lew-Starowicz przestanie być potrzebny jako niezależny ekspert to znów stanie się „wrogiem Kościoła”. Metodologia oceniania go powinna być taka sama jak w przypadku Cejrowskiego (i każdego innego autorytetu): jak Twoje przekonania nie pozwalają Ci przyjąć proponowanych przez niego rozwiązań, to nie ma sprawy, ale weź chociaż przynajmniej poczytaj. Tak, żeby poznać jego punkt widzenia i w ogóle dowiedzieć się, co odrzucasz.

Reklamy

Informacje o Irydowy Wujek

Jestem indywidualistą, minimalistą, nonkonformistą, realistą i stoikiem. Nie lubię zarówno konformizmu jak i antykonformizmu. Lubię stand-up.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Przemyślenia i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Co z tymi autorytetami?

  1. Dotee pisze:

    Nie wiem, o jakich statystykach mowa, u Cejrowskiego raczej przeszkadza mi to jego podejście pełne wyższości białego człowieka wobec obcych kultur. Dziwne, że człowiek inteligentny, faktycznie tyle zwiedził, a czasem jak rąbnie jakimś tekstem to nie wiadomo gdzie się schować ze wstydu. Za to jego podróżnicze książki wszystkie machnęłam i mimo różnicy zdań między mną a tym panem świetnie mi się je czytało. Ogólnie staram się unikać wyrabiania sobie jakiejś sztywnej i niezmiennej opinii na jakikolwiek temat. Może pewnego dnia zobaczę, że Cejrowski traktuje inne rasy jak równych sobie. Wtedy powiem, że jest spoko :]

    Polubienie

    • irydowyvujek pisze:

      Jeśli chodzi o statystyki, to czasami rozchodzi się np. o broń palną. Cejrowski wie jak jest w innych krajach, bo tam jeździ i rozmawia z ludźmi, sam także strzela i jest zwolennikiem broni. No ale jakiś mądrala z jakiegoś forum wie lepiej, bo gdzieś znalazł jakieś statystyki, z których niby wynika co innego. A jeszcze nie widziałem dobrze zinterpretowanych danych statystycznych przeciwników dostępu do broni. Więcej szacunku już mam do kogoś, kto przyzna, że on żadnych statystyk nie zna i one go nie obchodzą, ale on się panicznie boi broni i nie chce, żeby ktokolwiek ją nosił. Z takim też się nie zgadzam, ale przynajmniej mówi, co myśli i nie udaje mędrca.

      Jeśli chodzi o nierówność ras, to szczerze nie zauważyłem, żeby Cejrowski uważał, że biała rasa jest wyższa nad innymi. Częściej raczej słyszałem, jak chwalił prymitywne plemiona, że mają więcej rozsądku w niektórych sprawach i stosują lepsze zasady niż europejczycy. Jak masz konkretny cytat to podrzuć, bo ja nie oglądałem wszystkich jego programów. Inną sprawą jest co rozumiemy pod względem równości. Bo tak naprawdę rasy nie są równe, podobnie, jak ludzie nie są sobie równi. Wpływa na to wiele czynników, jak np. wychowanie, miejsce, w którym człowiek dorasta i inne. To oczywiście o niczym nie przesądza, wszyscy są ludźmi i wszyscy powinni być równi wobec prawa. Tak tylko doprecyzowuję:) Natomiast zauważyłem, że Cejro traktuje katolicyzm jako wyznanie wyższe ponad pozostałe wyznania chrześcijańskie. Wydaje mi się to dziwne, bo z większym szacunkiem traktuje muzułmanów niż protestantów.

      Na moje nie musisz Cejrowskiego lubić, byleś miała rozsądne wyjaśnienie, a wydaje mi się, że masz:)

      Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.