Chcesz żyć zdrowo? To przestań bać się chorób!

chora kobieta

Wiecie, jak łatwo zniszczyć sobie organizm? Żyć sterylnie. Podczas gdy próbujecie zapobiec dostaniu się zarazków do Waszych organizmów, ten powoli słabnie i zatraca możliwości obrony. Organizm potrzebuje zarazków do ćwiczeń. Człowiek unikający zarazków jest jak bokser unikający sparingów. Przez pewien okres może się nawet czuć lepiej, ale gdy dojdzie już do kontaktu z większą ilością zarazków, to pada jak długi i choruje. Nie dotyczy to samych zarazków, to samo jest z ciepłolubnymi osobnikami, które lubią mieć 25 (!) stopni Celsjusza w pomieszczeniu, a czasem nawet więcej (!!) O ile nie będziecie mieszkać do końca życia w odizolowanym, sterylnym i nagrzanym pomieszczeniu to robicie sobie wielką krzywdę. Komfort jest niebezpieczny. Jeśli chcecie mieć silny i zdrowy organizm, to musicie zaryzykować i wyjść poza strefę komfortu. Wpis nie będzie o tym, jak wyhodować organizm, który zwalczy wszelkie infekcje i wirusy, bo to niemożliwe, ale o tym, jak wielokrotnie zwiększyć swoje szanse w walce z nimi.

Twój wróg jest Twoim przyjacielem!

bakterie

Jak pisał Arystofanes w „Ptakach„:

To wrogowie, a nie przyjaciele, uczą miasta budowania wysokich murów i okrętów wojennych.

Można to odnieść do wielu dziedzin, między innymi do działania organizmu. Potrzebujemy zarazków, żeby wzmocnić nasz układ odpornościowy. To zasada podobna do działania szczepionek. W związku z powyższym oto zasady, które świadomie i z premedytacją ignoruję.

Duże skupiska ludzi

Ludzie zainfekowani są wszędzie, więc powinniśmy unikać tłumów. Autobusy, kina, biura, supermarkety — wszystko to powinno być teoretycznie na cenzurowanym. Może najlepiej zamknąć się w sterylnym pokoju, zamawiać jedzenie do domu i pracować przez Internet? To by z pewnością zmniejszyło ryzyko złapania infekcji. Chyba że kiedyś w życiu trzeba będzie wyjść do ludzi — wtedy będzie źle.

Izolowanie chorych

Gorzej, gdy mieszkamy z kimś, kto zachoruje. Powinniśmy takiego kogoś zamknąć w osobnym pokoju, dokładnie wyszorować wszystko, czego dotykał, nie pić po nim żadnych napojów i nie daj Boże się do niego zbliżać bliżej niż na metr. A jak będzie chciał się podstępnie zbliżyć, to polecam paralizator.

Powyższe dwie porady pochodzą z portalu gazeta.pl. Nie polecam czytać (ten portal powoduje raka), wstawiam jako dowód, że ktoś faktycznie coś takiego sugeruje.

Protokół korzystania z toalety

Tutaj też jest zabawnie. Zalecenia są różne, zasadniczo nie powinno się siadać na gołej desce klozetowej, wyszorować ręce porządnie mydłem antybakteryjnym i wytrzeć je w papierowy ręcznik. Bo mniej zarazków niż jak je suszymy. Cóż, ja zawsze trochę suszę (o ile suszarka działa), a potem wycieram dłonie w spodnie, bo nie da się przeważnie szybko wysuszyć dłoni. I jeszcze jedno — jeśli po „siku” moje ręce nie mają nieprzyjemnego zapachu, to „myję” je samą wodą. Chyba że mają zwykłe, szare mydła, a nie to nowoczesne, modne antybakteryjne gówno.

Reguła pięciu sekund

Jedna z najgłupszych zasad, o jakich słyszałem. Bierze się ona z przekonania, że zarazki potrzebują pięciu sekund, żeby wskoczyć na upuszczone jedzenie. Dlaczego pięć sekund? Dlaczego nie pięć minut? Warto rozpatrzyć hipotezę, że na początku zarazki wpadają w panikę i się rozpierzchają. Jest płacz i tragedia, bo część z nich została przygnieciona. Myślę więc, że na początku chodzą dookoła nieufnie i dopiero po jakimś czasie któryś odważy się wskoczyć. A jeśli się boicie, to schowajcie się na chwilę za róg. Jak zarazki zobaczą, że sobie poszliście i nie będziecie podnosić jedzenia, to się zniechęcą i sobie pójdą. A Wy wtedy hop i szybko podnosicie jedzenie. Takie sprytne.

Osobiście zjadam wszystko, co spadnie mi na podłogę. Nawet jeśli jest to jogurt albo lody.

A jeśli już jesteśmy przy jedzeniu, to nigdy nie odkrawam końcówek banana. Nie boję się nicieni, pierwotniaków, robaków czy złożonych tam jaj Reptilian. Często zjadam przeterminowane rzeczy, jeśli dobrze smakują, a jeśli coś dopiero zaczyna pleśnieć, to po prostu zeskrobuję pleśń i zjadam.

Nie bój się chłodu

wesoły Kermit bawi się na śniegu

Kolejna sprawa: ciepłolubność. Mam koleżankę, która ma w pokoju temperaturę nastawioną na 30 stopni. Podobno dlatego, że jest zmarźlakiem. Ja sądzę, że jest odwrotnie: jest zmarźlakiem, bo ma w pokoju temperaturę ustawioną na 30 stopni. Nie wspomnę już o osobach, które panicznie unikają zarazków i jednocześnie robią sobie z pokoju saunę. Przecież zarazki najlepiej rozwijają się tam, gdzie jest ciepło! Brak logiki i konsekwencji. A może raczej — brak wiedzy.

Rozumiem, że ktoś nie lubi, jak mu zimno, ale jak ktoś pozostaje w strefie komfortu, to nie polepszy wcale swojej sytuacji. Ja zawsze ubieram się lżej niż 99% ludzi i moja tkanka tłuszczowa ma tutaj niewielkie znaczenie. Staram się zawsze ubierać tak, żeby było mi lekko niekomfortowo. Rano myję się pod zimną wodą z prysznica. W ogóle to mógłbym spokojnie mieszkać w pokoju, w którym jest 15 stopni Celsjusza.

Dzięki temu mój organizm jest zahartowany, układ sercowo-naczyniowy wydolny, a gdy przychodzi zima, to nie jęczę, że „o Boże, jak zimno, nienawidzę zimy„. Ja się wówczas cieszę chłodnym, rześkim powietrzem. Gdybym nie był taki leniwy, pewnie zapisałbym się do jakichś Morsów czy coś.

Potwierdzone doświadczalnie: mogę wziąć gorącą, godzinną kąpiel, potem wyjść na krótkim rękawku na zewnątrz, gdzie jest -15 stopni Celsjusza, na dwudziestominutowy spacer. I następnego dnia wciąż jestem zdrowy.

Jeśli nie przekonują Was kwestie zdrowotne, to pomyślcie o rachunkach za ogrzewanie.

„Częste mycie skraca życie”

prysznic

Jest takie powiedzonko:

Częste mycie skraca życie. Skóra się ściera i człowiek umiera.

I jest ono prawdziwe. No, może nie do końca, ale morał jest prawdziwy — zbyt częste mycie jest szkodliwe. Panuje dzisiaj przekonanie, że cywilizowany człowiek powinien brać prysznic minimum dwa razy dziennie.

Jednak gdy myjecie się zbyt często, a do tego używacie antybakteryjnych mydeł, to niszczycie naturalną florę bakteryjną, czyli swoją powłokę ochronną. Przez to jesteście bardziej narażeni i przez to macie większe szanse, że zostaniecie alergikami.

Ja biorę jeden prysznic dziennie, rano, ten zimny. I chociaż sam stosuję żel pod prysznic, to nie jest to jeden z tych antybakteryjnych. Nie myję również rąk przed posiłkiem oraz nie myję sztućców, jeśli spadną mi na podłogę. Taki ze mnie brudny brudas.

Ogranicz leki

leki, leki, leki

Niebezpiecznym zjawiskiem jest szerząca się lekomania. Ludzie coraz częściej na każdą dolegliwość biorą leki i antybiotyki. Bakterie działają podobnie jak organizm. Jeżeli nadużywamy antybiotyków, to mutują i stają się odporne na antybiotyki. Przez to powstają coraz to groźniejsze choroby.

Podobnie ze zwykłymi lekami. Jak ich nadużywacie, to się uzależniacie, i rozszerzacie swoją strefę komfortu, zamiast starać się z niej wyjść. Ja sam staram się nie brać żadnych leków ani na przeziębienia, ani na bóle. Postanowiłem sobie, że wezmę coś dopiero, jak dolegliwości będą się przeciągać albo będą wyjątkowo silne. Jednak tak jakoś nigdy tak się nie dzieje. Jak łapię katar, przeziębienie czy cokolwiek, to na następny dzień jestem już najczęściej zdrowy. Zasada jest taka sama jak przy zarazkach i myciu się: chcę dać swojemu organizmowi okazję do samodzielnego zwalczania problemów. I z roku na rok radzi sobie coraz lepiej. Jeszcze ze 3-4 lata temu chorowałem raz, dwa razy do roku, najczęściej na wiosnę i na jesień. W ciągu ostatnich dwóch lat nie miałem żadnej poważnej choroby.

Czym innym jest leczenie objawowe. To jest w porządku, nie wyręcza bowiem organizmu z jego obowiązków, a jedynie łagodzi nieprzyjemne objawy choroby. Chociaż i tutaj zalecałbym wstrzymywanie się od leków przeciwbólowych. Na ból najlepsze jest odpowiednie nastawienie — po prostu starajcie się postrzegać ból jako zjawisko pozytywne. Zdziwicie się, jak wielka jest siła umysłu. Osobiście mam u siebie na wszelki wypadek tylko syrop na kaszel i „Stoperan Plus„.

Witaminy

owoce

Ze wszelkich zaleceń, jakie słyszę dookoła tylko jedno ma sens: witaminy. Witaminy są niezbędne, jeśli chcecie mieć silny system odpornościowy. Przy czym nie polecam zbytniego polegania na samych suplementach witaminowych. Są w porządku, sam używam, mogą pomóc, ale nie wydaje mi się, żeby po całym dniu jedzenia samego szajsu łyknięcie jednej tabletki wieczorem załatwiało sprawę. Miód, czosnek, cytryna… a zresztą sami poszukajcie w Internecie, gdzie znaleźć jakie witaminy i do czego one służą.

Krótko podsumowując: przestańcie się bać zarazków, przestańcie ich unikać, przestańcie unikać zimna, dzięki temu Wasz organizm się wzmocni. Czasem być może przez to zachorujecie, ale trudno — to Was wzmocni. Gdybyście od dawna stosowali się do racjonalnych zasad, nie mielibyście dzisiaj tego problemu. Przestańcie się panicznie szorować, zracjonalizujcie swoje nawyki żywieniowe i pamiętajcie, że dobre nastrojenie umysłu to 2/3 sukcesu (tak, tę proporcję wziąłem z dupy).

Polecam:

Reklamy

Informacje o Irydowy Wujek

Jestem indywidualistą, minimalistą, nonkonformistą, realistą i stoikiem. Nie lubię zarówno konformizmu jak i antykonformizmu. Lubię stand-up.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Przemyślenia i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „Chcesz żyć zdrowo? To przestań bać się chorób!

  1. Sss pisze:

    Z wymienionych przez Ciebie rzeczy mam problem tylko z zimnem (chociaż dla mnie to aż). W moim pokoju mam przeważnie 25 stopni, a poza domem mam zawsze zimne ręce. I nie umiem tego stopniowo zmieniać. Jakieś rady? xD
    Aha, siła umysłu na mnie też nie działa ;P Nie potrafię sobie niczego wmówić.

    Lubię to

    • irydowyvujek pisze:

      Ciężko jest się przyzwyczaić inaczej niż stopniowo. Możesz spróbować ochłodzić pokój od razu do 20 stopni, ale prawdopodobnie będzie to dla Ciebie zbyt duży dyskomfort i będziesz mieć problemy z normalnym funkcjonowaniem. Nagrzewaj pokój tylko do 24 stopni przez 2-3 tygodnie, albo dłużej, jeśli potrzebujesz. Jak już się przyzwyczaisz, to spróbuj 23 itd. Generalnie miej temperaturę zawsze nieco poniżej linii komfortu. Przy okazji ćwiczysz w ten sposób charakter.

      Możesz też spróbować ustawić niższą temperaturę i ubierać się w warstwy. Powiedzmy ustawisz 21 stopni, założysz t-shirt i jakąś zapinaną bluzę na to. I co godzinę zdejmuj bluzę na 15 minut, potem staraj się wydłużyć ten czas.

      Jak to Ci nie pomoże, to możesz mieć zaburzenia krążenia. Warto wtedy skonsultować się z lekarzem.

      Lubię to

  2. Dotee pisze:

    Bez urazy, ale jeśli kiedyś będę się z Tobą witać to muszę zawczasu upewnić się, że w łazience było szare mydło, a nie antybakteryjne gówno :P
    Jeśli o temperaturę chodzi to różni ludzie mają różne zapotrzebowanie. Nie mam problemu z zanurzeniem się w lodowatej wodzie po gorącej saunie, ale na co dzień zawsze ciepło się ubieram, próbowałam to przełamać i cierpiałam że jajebę. Właśnie wtedy się przeziębiałam, a kiedy trzymam się w ciepełku to nie choruję praktycznie w ogóle. Polecane jest też czasem np. spanie przy otwartym oknie. Ja bym wtedy całą noc nie zmrużyła oka. Ostatnio czytałam trochę o Ajurwedzie i potwierdziły się moje przypuszczenia – nie dla każdego chłód jest zdrowy.
    Najważniejsze jest chyba to, żeby nie było sterylnie i żeby nie wybijać sobie odporności lekami. U mnie na pewno nie jest sterylnie. Lodów z mojej podłogi raczej nie polecam:)

    Lubię to

  3. Socjopatka pisze:

    Ciekawe, ciekawe…teraz połowa osób, które to przeczyta weźmie Cię za jakiegoś brudasa i sadomasochistę, który na mróz wychodzi bez czapki:P.
    Z większością muszę się zgodzić. Ludzie się przegrzewają, źle odżywiają, żyją za sterylnie. I to powoduje wiele chorób. Tak samo z lekami. Ja jako dziecko byłam faszerowana antybiotykami kilka razy do roku. I ciągle mi nawracała angina. Odkąd dorosłam i przestałam za każdym razem chodzić do doktora i leczyć się antybiotykami (to była moja świadoma decyzja)- choruję mniej. Rzadziej mnie coś łapie, a jak łapie to zazwyczaj bez leków się obywa. Tak samo z środkami na ból- w domu mnie nauczyli, że jak boli to nie ma co cierpieć, trzeba łyknąć tabletkę. Znów jak dorosłam to zmieniłam to. I biorę tylko wtedy gdy naprawdę muszę i długo nie mogę wytrzymać- co też zdarza się coraz rzadziej.
    Natomiast jedzenie z podłogi- hmm, to by u mnie nie przeszło. Może dlatego, że często na podłodze mam syf, szczególnie przy psie, który dużo linieje ;)

    Polubione przez 1 osoba

    • irydowyvujek pisze:

      No cóż, faktycznie zdarza mi się wychodzić na mróz bez czapki. Co do anginy to miałem ją na studiach ze dwa razy i za każdym razem zniknęła po kilku dniach sama.

      Co do jedzenia z podłogi, no to już jest dodatkowo kwestia smaku. Jedzenia z dodatkiem sierści psa pewnie nawet ja bym nie jadł:) Chociaż kiedyś dla zgrywu podjadałem psu kumpla jedzenie z miski. Nie był zadowolony i od tamtego czasu zawsze jak przychodziłem rzucał się do michy:)

      Lubię to

  4. Histeryczna pisze:

    O, siedzisz na wordpressie, ciekawie, ładnie, przejrzyście.

    „Częste mycie skraca życie” to pierwsza rzecz jaka przyszła mi do głowy jak tylko zobaczyłam temat wpisu. To prawda, że z jakiegoś powodu ludzie starają się żyć jak najsterylniej i do tego faszerują się masą dziwnych suplementów. Zupełnie nielogicznie, bo, jak zauważyłeś, to wcale nie wzmacnia organizmu.

    Dlatego zawsze zastanawiały mnie matki, które nadmiernie dbają o swoje dzieci. Brudne dziecko, to szczęśliwe dziecko – a niech się pobawi w błocie i nie dostanie za to lania, nie umrze od tego. Moja własna bratowa nie chce dziecka w wózku na dwór brać w zimę, czy w deszcz! Czysty obłęd.

    A na koniec dodam, że uwielbiam Carlina.

    Polubione przez 1 osoba

    • irydowyvujek pisze:

      Zrobiłem najpierw mały risercz i stwierdziłem, że WordPress będzie optymalnym rozwiązaniem. Ale trochę się namęczyłem, zanim znalazłem jakiś przyzwoity, darmowy szablom. A i tak mam zastrzeżenia, bo wydaje mi się za wąski.

      Nie wiem, z czego wynika takie postawy. Czasami mi się wydaje, że matki może nawet to wszystko wiedzą, ale wolą poświęcić perspektywę silnego, odpornego organizmu dla tymczasowego zdrowia. Obłęd w najczystszej postaci.

      Za uwielbianie Georga masz plusa:) Odkryłem go niedawno, bo jakieś kilka miesięcy temu, kiedy zainteresowałem się stand-upem i szybko stał się moim ulubionym komikiem. Bardziej niż jego tezy (z którymi zgadzam się mniej więcej „tylko” w 70-80%) ujęło mnie jego podejście do świata — krytyczne, sceptyczne, zdystansowane. To dzięki niemu odważyłem się zacząć kwestionować wszystko. Łącznie z nim samym:) Nie wiem, czy już widziałaś, ale dostał nawet własne miejsce na moim „fanpejdżu” jako zdjęcie w tle. Będzie się jeszcze niejednokrotnie przewijał po blogu, a nawet planuję jego osobie poświęcić kiedyś osobny wpis.

      Lubię to

  5. Adrian Bysiak pisze:

    Największy problem z zarazkami mają „nowe mamy”. Robię się bezsilny widząc, kiedy taka „mamuśka” chroni dziecko przed wszystkim przecierając czyściutką podłogę 40 razy w ciągu dnia. Bo dziecko dotknie, dotknie i umrze.

    Niestety – firmy farmaceutyczne serfują tego typu bajery w gazetach dla kobiet, przemycają w programach TV, a później co – sterylne dziecko choruje 30x częściej od rówieśników. Gdyby nie to, że te dzieci cierpią to faktycznie miło by się na ten debilizm patrzyło, szczególnie kiedy rówieśnicy wychodzą na zewnątrz w skąpym ubraniu, a taki sterylny młody człowiek ubrany jakby na syberię jechał ;-)

    Zatem – zawsze warto poznać prawa funkcjonowania organizmu i nie przesadzać ze sterylnością.
    A przez przypadek to kolega zainspirował mnie do stworzenia wpisu o sterylności ;-)

    Polubione przez 1 osoba

Możliwość komentowania jest wyłączona.